Piesza Pielgrzymka Miłosierdzia Pielgrzymka Rowerowa Piesza Pielgrzymka Miastko - Sianowo Piesza Pielgrzymka Świętych Gór Piesza Pielgrzymka Słupsk - Góra Chełmska

Aktualności

Dzień 6. Witkowo – Zagórów

Sie 06

Intymność 

Pismo Święte to nie zbiór życiowych porad, ciekawych sentencji czy poruszających przykładów. Ale to żywe i skuteczne Słowo Boga, który bezpośrednio przemawia do człowieka. Wyjątkowość i szczególna moc Słowa Bożego polega właśnie także na tym, że jest Ono bezpośrednio adresowane do Ciebie. Anioł powiedział do Maryi Słowo, które dotyczyło Jej samej: Maryjo, (TY)znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto (TY) poczniesz i (TY)porodzisz Syna, któremu(TY) nadasz imię Jezus (Łk 1,31).

Tak właściwie należy podchodzić do spotkania z Bogiem w lekturze Pisma Świętego – jako spotkania JA – TY. Bóg przemawia do MNIE. Nie przemawia do wszystkich, do ogółu. Gdy Ty czytasz Pismo Święte z wiarą, wówczas Bóg przemawia do Ciebie. To wprowadza w przestrzeń modlitwy i spotkania ze Słowem Bożym ogromną intymność – Bóg przychodzi do mnie, przychodzi do mojej historii życia, moich wątpliwości, planów, nadziei i rozczarowań. Ważne jednak, by pamiętać słowa św. Piotra, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia (2 P 1,20). Stąd musimy mieć pewność, że nasze rozumienie prowadzi nas w zgodzie z całym nauczaniem Kościoła. Przecież niemożliwe jest, by Bóg sam sobie przeczył - jeden i ten sam Bóg przemawia przez Pismo Święte i przez nauczanie Kościoła, stąd konieczne jest, by moje rozumienie Słowa zgadzało się z całym nauczaniem Jezusa wiernie przekazywanym przez Kościół katolicki.

Żyjący w III wieku św. Antoni pewnego dnia wszedł do kościoła i usłyszał słowa Ewangelii: Jeśli chcesz być doskonałym, idź, sprzedaj, co masz i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. To Słowo wpłynęło na całe jego życie, odczuł, że w tym krótkim zdaniu Bóg odpowiedział na rozterki jego serca. Gdy spojrzysz na Biblię w ten właśnie sposób – będziesz odczytywał Słowa Boga osobiście, wówczas Bóg stanie się dla Ciebie Drogą, Prawdą i Życiem.

Zadanie serca:

Przypomnij sobie zdanie Pisma Świętego, które w szczególny sposób Cię poruszyło. Zapisz je sobie na kartce i włóż np. portfela, by o nim pamiętać.

Konferencja (ks. Remigiusz Szauer )

Chrystus wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Ojca 

Znamy różne anegdotyczne historie o tym, jak przysłowiowa baba trafia do przysłowiowego lekarza, jak przysłowiowy Jasiu na lekcji wobec nauczycielki okazał się mistrzem ciętej riposty czy też z cyklu międzynarodowych, jak to Polak spotkał Ruska i Niemca. Ale też w tej grupie mieszczą się mniej lub bardziej trafne, niestety, może częściej mniej, historie o tym, jak X, Y czy Z trafiają do nieba, w tym także Matka Teresa, św. Jan Paweł II lub kto inny. Jedna z nich, taka przykładowa, jest następująca: zmarł facet uznany za świętego już za życia i idzie przed bramę niebios. Podaje swoje nazwisko św. Piotrowi, ale ten odpowiada, że nie ma gościa na liście.– Jak to – nie ma mnie na liście? Proszę sprawdzić jeszcze raz...  – prosi człowiek. Św. Piotr sprawdza parę razy, ale gościa nie znajduje... W końcu woła Boga: – Szefie, ten człowiek twierdzi, że powinien się tu dostać, ale nie ma go na liście... – mówi św. Piotr. Bóg czyta listę, sprawdza w swoich notatkach i stwierdza że nigdzie nie ma go zapisanego... Facet jest już bliski płaczu, gdy św. Piotr wyciąga zza pleców bukiet kwiatów, ktoś wybiega z kamerą, a Bóg woła do faceta: – Hahaha! MAMY CIĘ!!!

Cóż… Tak czy owak nawet takie suchary zawierają, bądź co bądź, jakąś wizję nieba. Rozmowy ze św. Piotrem, aniołem czy samym Bogiem to element zawsze obecny. Ale nie tylko w anegdotach podejmujemy refleksję, jak tam jest, co tam będziemy robić i czy coś w ogóle tam  jest. Dzisiaj otrzymujemy konkretne pocieszenie i umocnienie naszej wiary, w której formalnym i wspólnotowym wyznaniu wypowiadamy słowa: Chrystus wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Ojca. Oczywiście, celem konferencji jest odpowiedź na pytanie, jak przejść od „wypowiedzieć” do „uwierzyć”. 

Katechizm Kościoła Katolickiego wskazuje, że: Chrystus wstąpił do nieba i zasiada już po prawicy Ojca. Przez prawicę Ojca rozumiemy chwałę i cześć Bóstwa, gdzie Ten, który istniał jako Syn Boży przed wszystkimi wiekami, jako Bóg i współistotny Ojcu, zasiadł cieleśnie po Wcieleniu i uwielbieniu Jego ciała (…) Jezus Chrystus, po wejściu raz na zawsze do sanktuarium niebieskiego, wstawia się nieustannie za nami jako Pośrednik, który zapewnia nam nieustannie wylanie Ducha Świętego. Mel Gibson kilka lat po nakręceniu Pasji zapowiedział, że będzie kręcił film o zmartwychwstaniu i o tym, co wydarzyło się po tym fakcie. Strach trochę ogarnął koneserów kina, gdyż z takich prób często rodzi się hollywoodzki kicz, a nie świadectwo wiary. Pamiętam, jak na lekcji religii w szkole zaproponowałem uczniom film o Mojżeszu. Nota bene nominowany do Oskara. Niestety, obejrzeliśmy tylko 25 minut. Aktor grający Mojżesza chyba za bardzo przejął się graniem, że słyszy głos Boga, a i rozstąpienie Morza Czerwonego aż nadto uwidaczniało moc grafiki komputerowej. W pewnym momencie i mnie zaczął ten film bawić, choć treść poważna. Ciekawe słowo, które może scharakteryzować, gdzie Jezus właściwie udał się po 40 dniach od zmartwychwstania, to słowo: jakby. Jezus wstąpił do nieba. A to niebo to co? Ciężko wyrazić to słowami i dlatego może sztuka filmowa, stosując zdalnie sterowane efekty specjalne, też nie potrafi uczynić tego obrazem i czasem bardziej szkodzi. Człowiek ogląda i nie do końca jest w stanie spotkać się z tą wizją osobiście, bo nosi to znamiona trochę science fiction. Dlaczego? Ludzkiemu umysłowi ta rzeczywistość po prostu wymyka się. Biblia też zauważa ten problem, szczególnie w przypadku wizji proroków, którzy oglądają coś, co przeciętnemu człowiekowi nie jest znane. Słyszymy w Księdze Ezechiela o Bożym rydwanie, w Apokalipsie o Synu Człowieczym, w Dziejach Apostolskich o językach z ognia, ale właśnie tam, jak i w wielu innych miejscach, autorzy natchnieni używają słowa: niby albo jakby. Okazuje się, że Duch Święty zstąpił na Jezusa w postaci niby – gołębica, nad każdym z apostołów spoczął jeden język jakby z ognia, głos Pana jest jak jakby szum morza, wiatr gwałtowny nadchodzący od północy i niosący wielki obłok oraz ogień płonący zwiastując obecność Boga, promieniuje czymś ze środka, jakby połyskiem stopu złota ze srebrem, prorok Daniel widzi Syna Bożego, którego szata  była biała niby śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Owo – jakby czy niby – wskazuje, że kończą się wszelkie ludzkie kategorie opisu. Nie jesteśmy w stanie już dalej tego opisać przez pryzmat naszych wcześniejszych doświadczeń i obrazów. W życiu codziennym także zdarzają się takie sytuacje. Niedawno słyszałem pewną kobietę, która opowiadała dziennikarzowi relację z jakiegoś wypadku. Też wypowiadała się w tym tonie, mówiąc: Nagle usłyszałam jakiś wielki huk. Jakby coś wybuchło. Czasem coś niewyobrażalnego komentujemy stwierdzeniem: słów brak. Pisząc czy mówiąc o niebie, do którego wstąpił Chrystus i do którego także zaprasza nas, napotykamy na taką barierę. Skądinąd św. Paweł radzi sobie z tym, pisząc do Koryntian: właśnie głosimy, jak zostało napisane, to, czego  ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. Św. Jan precyzuje to w Apokalipsie, opierając się na własnym doświadczeniu mistycznym: On będzie BOGIEM Z NIMI .  I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu, już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły. Bóg zawsze udziela na kartach Pisma Świętego konkretnego pokrzepienia, dotykając tego, co jest naszą codziennością. Ile w ostatnim czasie było łez, tych, które ktoś otarł, jak i tych, których nie widział nikt? Ile było żałoby, złości, poczucia bezradności, może tęsknoty i niepogodzenia się, z tym, że odszedł ktoś, kogo kochaliśmy? Słyszymy, że przyjdzie czas, że tego nie będzie. To, co dziś czyni nasze życie nieszczęśliwym, co odbiera nam spokój, nie będzie naszym udziałem.

Czasem pośród rozmaitych wersji odpowiedzi na pytanie, co jest po tamtej stronie, pojawiają się i takie, które wskazują, że tylko dusza znajdzie się w niebie, albo  że będziemy jedną z gwiazd na niebie, albo że jak tam będziemy, to się nie poznamy, bo będziemy istnieć tylko duchowo. Tymczasem niebo to konkretna rzeczywistość, stan radości płynącej z wiecznie trwającej miłości. Chrystus wstępuje do nieba po swoim Zmartwychwstaniu. Pokazał się uczniom w zmartwychwstałym ciele. Każdy człowiek przez chrzest jest zanurzony w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. Mocą Ducha Świętego rodzi się w nim życie Boże i przez Chrystusa i za Chrystusem jest powołany do tego, by po swojej śmierci zmartwychwstać. Nie jako jakaś anonimowa chmurka czy duch-bieluch rodem z kredowych podziemi  miasta Chełma na wschodzie Polski (jak ktoś nie był, to niech pojedzie) lub z filmu o psie Scooby Doo. Momentem największego triumfu i radości będzie moment powtórnego przyjścia Chrystusa, gdy po Sądzie Ostatecznym ci, którzy tak za życia, jak i w momencie śmierci z wiarą i miłością szli za Chrystusem - z duszą i ciałem znajdą się w niebie na wzór Chrystusa wstępującego do nieba. Do tego momentu ci, którzy już dziś umierają, mają udział w radości nieba, ale radość ta będzie pełna wtedy, gdy nastąpi zmartwychwstanie ciał, gdy dusza oblecze się w ciało, które nie ulegnie rozkładowi. Katechizm Kościoła Katolickiego podpowiada nam następującą kwestię, opierając się o Pismo Święte: Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem oraz są doskonale oczyszczeni, żyją na zawsze z Chrystusem. Są na zawsze podobni do Boga, ponieważ widzą Go takim, jakim jest (1 J 3, 2), twarzą w twarz. Zaraz po tym Katechizm podaje: Jezus otworzył nam niebo przez swoją Śmierć i swoje Zmartwychwstanie. Życie błogosławionych polega na posiadaniu w pełni owoców odkupienia dokonanego przez Chrystusa, który włącza do swej niebieskiej chwały tych, którzy uwierzyli w Niego i pozostali wierni Jego woli. Niebo jest szczęśliwą wspólnotą tych wszystkich, którzy są doskonale zjednoczeni z Chrystusem. Wiemy więc, że doświadczenie nieba możliwe jest po śmierci, która stanowi początek nowego życia. Niebo jest doświadczeniem tych, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem. Konieczna jest wiara w Boga wyrażona w życiu dobrym, przepełnionym miłością i pragnieniem bycia tam. Dowiadujemy się też, że niebo polega na życiu z Bogiem przez całą wieczność, ale też z innymi, bo niebo jest wspólnotą.  Ten ostatni wątek jest bardzo istotny. Nie będzie tam samotności, bo Bóg powołuje człowieka do relacji. I właśnie relacje, spośród których miłość jest największą, będzie naszym udziałem tam, gdzie wstępuje Chrystus po swoim zmartwychwstaniu, zasiadając po prawicy Ojca.

Kiedyś na lekcji religii jeden z uczniów zapytał siostrę prowadzącą: Proszę siostry, a co my właściwie tam będziemy robić? Uwielbiać Boga – odpowiedziała siostra. Tak cały czas - dopytywał uczeń? - A co? Właśnie to jest piękne. Po to jesteśmy stworzeni, żeby uwielbiać Boga. Pomyśl sobie – kontynuuje siostra – to będzie jak na adoracji Najświętszego Sakramentu, ale nie jedna godzina tylko cała wieczność. - Siostro, proszę Siostry! – westchnął z przerażeniem uczeń. – To może inaczej ci odpowiem – poprawiła się siostra. – To będzie jak wielka uczta! – O już lepiej! – mówi uczeń. – Taka niedzielna msza święta – precyzuje siostra. Niekończąca się msza święta. – Niekończąca się? – spytał uczeń, po czym dodał: Siostro, dobrze, że siostra do zakonu poszła, a nie do Biura Reklamy, bo nic by siostra nie sprzedała – odpowiedział uczeń.  Swoją drogą, czasem zamartwiamy się, co my tam będziemy robić? Bo cała wieczność przed nami, a tu czasem trudno jeden wieczór dobrze zaplanować. Tak się składa, że nie nasze to zmartwienie. Perspektywa wiecznej nudy nie wchodzi w grę, gdyż Bóg jest, jak widać w historii zbawienia, raczej zajętą osobą. Jezus na ziemi też był orędownikiem czynu, a Duch Święty zasłynął z dynamiki, ożywiając wszystko swoją obecnością. Jak to więc będzie? Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy w niego wierzą. Skoro tak, to daremne są nasze rozważania. Ale może warto przez moment odwołać się do naszych doświadczeń:

- Przypomnij sobie zapach wiosny, świeże powietrze, ciepło poranka, zapach kwiatów, śpiew ptaków…. To dotyk nieba.

- Przypomnij sobie dom, może nie ten, który kojarzy ci się z kłótniami, sporami, wyzwiskami rzucanymi na co dzień, ale taki, który albo doświadczasz, albo nosisz w swoich wyobrażeniach – bezpieczny, radosny, będący azylem i miejscem zrozumienia, wypełniony dobrą atmosferą i domownikami…. To dotyk nieba.

- Przypomnij sobie może najbardziej beztroską chwilę życia, wolności od zmartwień, nieskrępowanej radości, troskę najbliższych, tę chwilę, w której twoim doświadczeniem było coś takiego, jakby zatrzymał się czas… kiedy w Twojej głowie zaiskrzyła myśl: nic mi nie grozi. To też był dotyk nieba.

- Przypomnij sobie uścisk kogoś najbliższego, jego obecność, taką, że znikają troski, że znów pośród beznadziei chce się żyć… To właśnie dotyk nieba.

Te chwile są bardzo ulotne. Aż by się chciało zatrzymać czas. Nie myślimy wtedy, co ja mam zrobić, gdy zatrzyma się czas? Zanudzę się. Dobrze wiedzą o tym zakochani, którzy mogliby spędzać ze sobą cały czas i ciągle im go brakuje na bycie razem.  To wszystko jest tylko refleksem. To taka – cytując piosenkę – życia mała garść. I choć chciałoby się zatrzymać piękne zapachy, urzekające widoki, poczucie bezpieczeństwa, stałości, radości, to cytując innego klasyka polskiej piosenki – takie chwile jak ta, nie zdarzają się zbyt często. Życie biegnie swoim rytmem i z czasem, chcąc nie chcąc, tracimy to, co nas cieszy. Nie możemy zatrzymać biegu życia. Tęsknimy, nieraz mocno, za tymi chwilami, ale prawda wiary: Chrystus wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Ojca otwiera przed nami bardzo ważną perspektywę: że Bóg zna nasze tęsknoty, że widzi nasze doświadczenia, to, co nas boli i to, co raduje. I to wszystko, za czym tęsknimy, będzie naszym udziałem, z wielką mocą. I piękno kwitnących ogrodów, i bezpieczny dom, i pełnia szczęścia, i kojąca, pełna miłości obecność tych, których kochamy. I to jest jakiś refleks nieba. A ma być jeszcze piękniej.

Papież Benedykt XVI napisał w 2007 r. encyklikę zatytułowaną Spe salvi, czyli W nadziei zbawieni. Napisał tam, że perspektywa Chrystusa wstępującego do nieba i zasiadającego po prawicy Ojca ukazuje pełnię zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią, grzechem i szatanem. To rdzeń naszej wiary i źródło naszej nadziei. Sednem tej nadziei jest niebo. Tam zmierzamy. W naszym życiu mamy rozmaite nadzieje, tak jak mamy różne cele. Ale zdobywamy je i poszukujemy nowych. Jest jednak dla człowieka wierzącego ta jedna nadzieja, która, gdyby nawet wszystkie nadzieje ziemskie zgasły, przekracza ziemski horyzont. To właśnie nadzieja płynąca z Chrystusowej drogi. O taką nadzieję prosimy szczególnie na momenty trudne, pełne zmęczenia i zniechęcenia. Żeby Chrystus swoim zwycięstwem ochronił nas od beznadziei.

Tu można by skończyć. Z tym że czegoś by zabrakło. Pozostałby obraz chrześcijanina-poety spoglądającego w niebo, który życie ziemskie traktuje jak zło konieczne, bo przecież po co robić cokolwiek, skoro i tak wszystko przeminie, a najważniejsze to dojść do nieba. Stop. To nie jest dobry wniosek. Jakkolwiek jest to myśl nosząca znamiona prawdy, to obraz ten jest mocno uproszczony i niepełny. Dlaczego? Otóż w Dziejach Apostolskich czytamy, jak Jezus mówi do uczniów: „Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.”  Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu – zamyka tę opowieść św. Łukasz. Na poziomie tego zdania wszystko się zgadza. Ale następne nie może umknąć naszej uwadze. Oto ono: Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. Uporczywe wpatrywanie się w niebo sygnalizuje taką trochę tęsknotę, trochę nostalgię, trochę próbę zatrzymania chwili. Ile razy nas dopada bezruch, poczucie bezradności, poczucia, że nic się nie znaczy i właściwie po co działać. Jestem przecież jedynie małą szarą myszką pośród szalonego świata pełnego głodnych kotów. A jedyna moja nadzieja odjechała w dal, przestała się do mnie odzywać, poszła do domu, wstąpiła do nieba (niepotrzebne skreślić). Uporczywe wpatrywanie się w niebo to także ten moment, w którym czekamy na inicjatywę Pana Boga, że on za nas wszystko rozwiąże, podejmie za nas decyzję, dostarczy niezbędnych dowodów. To także taki moment, w którym uciekamy w modlitwę, w życie duchowe, byle tylko nie ruszać problemów, byle tylko nie mierzyć się z życiem. Aż tu nagle w prezencie mamy w Dziejach Apostolskich jeszcze jedno zdanie otych mężach w białych szatach: I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”. Zawsze widzę tę scenę w sposób trochę humorystyczny: widzę takich dwóch aniołów pełniących rolę woźnych, którzy zamiatając po tym Wniebowstąpieniu pytają rozmarzonych apostołów: A wy, chłopy, co tu jeszcze robicie? Nie ma go. Wstąpił do nieba! Do roboty! Obraz i w tej konferencji byłby niepełny, gdyby nie otrzeźwienie na koniec. Chrześcijaństwo, katolicyzm to religia pełna życia, a nie powstrzymywania się od życia. Nie mamy być ludźmi uporczywie wpatrującymi się w niebo, ale żyjącymi tą prawdą wiary tak, by życiem już tu oświecać codzienność refleksami nieba, by działać, cieszyć się życiem i przeżywać każdy dzień wartościowo. Tam gdzie miłość, dobro, wzajemne zrozumienie, słuchanie siebie nawzajem, gdzie człowiek buduje zgodę, piękny i bezpieczny, pełen miłości dom, gdzie szukając inspiracji w Słowie Bożym przeżywa Liturgię, bo wie, że tam spotyka Tego, który go tej miłości nauczy, tam są refleksy nieba. Idziemy więc z jednej strony trochę na pielgrzymkę, a trochę ku życiu wypełnionemu treścią, skrojonemu na miarę Ewangelii, by odkryć, że już tu można pójść za Chrystusem Jego śladami, od Dobrej Nowiny, poprzez miłość do człowieka, przez zakręty, cierpienia, tęsknoty, z których składa się życie, do chwały. Oby tylko życia bezmyślnie nie przegapić! 

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ

DZIEŃ TRZECI

I. Wprowadzenie

W roku 1621, za panowania Zygmunta III, dowództwo wojsk walczących z Turkami oddano w ręce Karola Chodkiewicza. Rycerski hetman gorącą miłością i czcią otaczał Matkę Bożą Jasnogórską. W czasie oblężenia polskich chorągwi pod Chocimiem przez  pięciokrotnie liczniejsze siły tureckie zarządził Chodkiewicz gorące modlitwy o ratunek do Częstochowskiej Pani. Mądry wódz wiedział doskonale, że Polska, powstrzymując pochód Turków na zachód, broni katolicką Europę przed zalewem islamu. Nie wątpił więc, że w szlachetnym dziele obrony chrześcijaństwa dozna pomocy Matki Chrystusowej.

Po miesięcznym oblężeniu, 10 października, w polskim obozie została tylko jedna beczka prochu. Hetman zaczął już wątpić w dalszą możliwość obrony. Kierowany jednak ufnością ku Maryi, postanowił dalej walczyć. Jednocześnie zwiększył szturm modlitwy błagalnej.

I właśnie 10 października Turcy tak wielkie ponieśli straty, iż pierwsi prosili o rozejm. Okazało się później, że w tym samym czasie o. Oborski, jezuita, miał na modlitwie widzenie. Zobaczył, jak Stanisław Kostka prosi matkę Boża o łaskę zwycięstwa dla Polaków i zostaje przez Nią wysłuchany. W podziękowaniu za szczęśliwe zażegnanie dalszej wojny zarówno hetman, jak ówcześnie panujący król Władysław IV, złożyli dziękczynne wota Jasnogórskiej Pani.

 II. Modlitwa dziękczynienia

Za ratunek w niebezpieczeństwach - dziękujemy Ci, Maryjo!

Za obronę przed zagrożeniem wiary - dziękujemy Ci, Maryjo!

Za Twoje natchnienia, które niosą nam łaskę i radość - dziękujemy Ci, Maryjo!

Za Twoja nieustanna opiekę i miłość ku nam - dziękujemy Ci, Maryjo!

III. Modlitwa czci i miłości

Pośredniczko wszelkich łask udzielanych nam przez Boga - miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie.

Potężna Rycerko Boga Żywego - miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie. Zwycięska Królowo, tryumfująca nad wszystkimi wrogami Twojego Syna, - miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie.

Matko, która pomagasz nam przezwyciężać zło i wszelką słabość - miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie.

IV. Modlitwa prośby

Maryjo, która jesteś ucieczką i nadzieją wszystkich, którzy utracili wiarę w Boga - bądź naszą pomocą i naszym ratunkiem!

Matko Miłosierdzia, która nie odmawiasz swej opieki nawet tym, co zwalczają Twego Syna i Kościół Chrystusowy - bądź naszą pomocą i naszym ratunkiem!

Matko wiary świętej, która i dziś, w powodzi licznych niebezpieczeństw laicyzacji i materializmu w świecie, bronisz naszej przynależności do Chrystusa - bądź naszą pomocą i naszym ratunkiem!

V. Zakończenie

1 dziesiątek Różańca (albo 3 razy Zdrowaś, Maryjo),

Pod Twoja Obronę.

Modlitwa

Wszechmogący i Miłosierny Boże, który w Najświętszej Maryi Pannie przedziwnie ustanowiłeś nieustanną pomoc dla obrony Narodu Polskiego, a Jej święty Obraz Jasnogórski wsławiłeś niezwykłą czcią ze strony wiernych, spraw łaskawie, abyśmy z taką pomocą, walcząc za życia, w chwili śmierci zdołali odnieść zwycięstwo nad złośliwym wrogiem. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

Pieśń: Z dawna Polski Tyś Królową. Apel Jasnogórski.


© Piesza Pielgrzymka diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej
wykonanie:strony internetowe słupsk