Piesza Pielgrzymka Miłosierdzia Pielgrzymka Rowerowa Piesza Pielgrzymka Miastko - Sianowo Piesza Pielgrzymka Świętych Gór Piesza Pielgrzymka Słupsk - Góra Chełmska

Aktualności

Dzień 4. Wągrowiec – Kłecko

Sie 04

Bóg Cię obdarowuje 

Kolejną rozterką na drodze wiary, gdy już dopuścimy do siebie możliwość przemawiania Boga przez Pismo Święte, jest pytanie, w jaki sposób ja będę wstanie wcielić to Słowo w życie. Wróćmy zatem do sceny zwiastowania. Maryja zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Anioł powiedział do Niej: Bądź pozdrowiona, pełna łaskiNie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga.

Z tej krótkiej wypowiedzi płynie dla nas bardzo ważne przesłanie – Bóg, gdy przychodzi do człowieka, gdy przemawia do niego, obdarza go najpierw swoją łaską. Bez tej łaski Maryja nie byłaby zdolna przyjąć kierowanego do niej Słowa ani go wypełnić. Maryja zmieszała się na te słowa – bez  łaski możemy napełnić się smutkiem, a nawet rozpaczą, sądząc, że to wszystko dla nas jest nieosiągalne. Bóg najpierw przygotowuje człowieka, dając mu swoją łaskę. Nikomu Bóg nie żałuje łaski wiary. Znamy zapewne stwierdzenie, że łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Ponieważ tak jest faktycznie, zatem oczywistym jest także, że bez niej nawet przy największych wysiłkach zbawienia się nie osiągnie. Stąd ważne jest w naszej osobistej drodze wiary pytanie – czy ja tę łaskę przyjmuję? By otworzyć swoje serce na dar łaski Bożej, przed czytaniem Pisma Świętego warto pomodlić się o potrzebą zrozumienie tych Słów, by nie była to zwykła lektura, ale moje osobiste spotkanie z żywym Bogiem. Można na przykład uczynić kciukiem trzy znaki krzyża, tak jak w czasie odczytywania Ewangelii na Mszy Świętej: na czole – bym z pomocą łaski Bożej rozumiał czytane Słowo; na ustach – bym potrafił przez świadectwo je głosić; na sercu – bym przyjął je całym sercem w imię miłości do Boga. Przyjęta przez nas łaska „otworzy” nas na realną obecność Boga w Jego Słowie.

Modlitwa to jednak niejedyne miejsce przyjęcia Bożej łaski. Przede wszystkim Bóg udziela nam jej przez widzialne znaki zwane sakramentami. Pierwszą łaskę otrzymaliśmy na chrzcie świętym – staliśmy się dziećmi Boga. Ale także teraz, w moim dojrzałym życiu Bóg udziela mi swej pomocy. Warto zadać sobie pytanie o tzw. życie w „łasce uświęcającej” – czy dbam o nią, czy jeśli ją utracę przez grzech ciężki, potrafię walczyć o jej odzyskanie przez spowiedź świętą. Czy dbam o przyjmowanie łaski płynącej z pozostałych sakramentów: Eucharystii, bierzmowania…, czy żyjąc w miłości do kogoś, chcę przyjąć łaskę sakramentu małżeństwa? Ta łaska, jeśli ją przyjmujemy, uzdalnia nas do życia w zgodzie z Bogiem.

Zadanie:

Podziękuj dziś Bogu na modlitwie za łaskę chrztu świętego, Twoich spowiedzi, bierzmowania i Komunii. Pomyśl, czy nie ma łaski, której z własnej woli jeszcze nie przyjąłeś – np. bierzmowanie, sakrament małżeństwa.

Konferencja ( ks. Tomasz Wołoszynowski)

Jezus Chrystus umęczon pod Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion

W naszych rozważaniach dotyczących Osoby Jezusa Chrystusa dochodzimy do szczytu, którym jest, Misterium Paschalne Krzyża i Zmartwychwstania Chrystusa, które znajduje się w centrum Dobrej Nowiny, którą Apostołowie, a za nimi Kościół, powinni głosić światu. Zbawczy zamysł Boga wypełni się „raz jeden” przez odkupieńczą śmierć Jego Syna Jezusa Chrystusa. Takimi właśnie słowami rozpoczyna się czwarty artykuł wyznania wiary chrześcijańskiej w Katechizmie Kościoła Katolickiego, który brzmi: Jezus Chrystus umęczon po Ponckim Piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion

Mówiąc o szczycie Misterium Paschalnym Jezusa, prościej: szczycie wypełnienia woli Ojca Niebieskiego dla ratowania od śmierci wiecznej mnie i Ciebie, zauważmy, że dokonuje się to przez uniżenie Chrystusa! Słowo „szczyt” pewnie kojarzy się nam z sinusoidą, która powoli wzbija się ku górze. Przykład? Gdyby graficznie pokazać poziom Waszego zmęczenia względem przebytych kilometrów, linia będzie wzrastać ku górze. Tu, w przypadku Opatrzności Bożej, Bożego planu Zbawienia, trzeba widzieć linię, która schodzi ku dołowi. Pięknie to ukazuje Św. Paweł Apostoł w swoim hymnie, który pewnie doskonale znacie: On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej. Św. Paweł ukazuje nam pokorne uniżanie się Syna Bożego, aż do śmierci, mało tego, dodane jest: śmierci krzyżowej. Dlaczego? Gdyż doskonale wiemy, że Jezus nie dożył sędziwych lat, umierając ze starości, na swoim łożu. Umarł jako skazany na śmierci, mając jedynie 33 lata, poprzez jedną z najcięższych tortur, jaką w tamtym czasie było ukrzyżowanie.

Całe szczęście hymn Pawła nie kończy się na tym fakcie, ale od tego momentu owa „sinusoida” będzie wzrastać ku górze, przeczytamy bowiem dalej: Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM - ku chwale Boga Ojca. Tu już trzeba mówić o Zmartwychwstaniu! Temat pewnie kolejnej konferencji.

Wróćmy do chwalebnego uniżenia naszego Pana, do Jego męki i śmierci. Co stało się ponad te dwa tysiące lat temu, co sprawiło, że Ten, Który całe swoje życie głosił miłość Boga Ojca, uzdrawiał, wskrzeszał, dokonywał cudów, pragnął obecności ludzi wokół siebie, szanował każdego, podnosił, dawał nadzieję, został tak bestialsko zabity?

Ewangelie odnotowują, iż nauczycielska działalność Jezusa budziła ostry sprzeciw ze strony zwłaszcza dwu stronnictw religijnych: faryzeuszy i saduceuszy, oficjalnych przedstawicieli narodu żydowskiego, będących jakby z urzędu interpretatorami Pisma Świętego. Jezus niejednokrotnie piętnował ich błędną interpretację Prawa Mojżeszowego i z gruntu niewłaściwe pojmowanie prorockich zapowiedzi o Mesjaszu, a także ich obłudę i pychę. Urażeni przywódcy poczuli się zagrożeni w swoim oddziaływaniu na naród, jak i w swej władzy. Ponadto idea Królestwa Bożego wieszczona przez Jezusa i przypisywane sobie prerogatywy synostwa Bożego obrażały religijne wyobrażenia ówczesnych głównych przedstawicieli narodu izraelskiego. Oburzali się na to, że Jezus naucza w sposób autorytatywny w imieniu Boga, że odpuszcza ludziom grzechy, że nazywa siebie „Panem szabatu”. Możemy się burzyć na to wszystko, co słyszymy, ale czy dzisiaj nie jest podobnie? Jakiś czas temu rozmawiałem ze znajomym i on mi mówi: Czy nie uważasz, że spowiedź, która polega na wyznawaniu księdzu grzechów, to przesada? Będę żałował, to Bóg mi odpuści. Wtedy mu powiedziałem: Skąd wiesz, że Bóg odpuszcza grzechy? Jezus nam to pokazał, Jezus to czynił, Jezus dał władzę apostołom, dzisiaj kapłanom, żeby to dalej czynili. Wszystko to skłaniało owych przywódców religijnych do uznawania Go za bluźniercę. W przeciwieństwie do faryzeuszy, którzy za przestępstwo uznawali nawet samo stykanie się z grzesznikami, Jezus odnosił się z wielką życzliwością do każdego człowieka, nawet do tych, którzy nie wypełniali wszystkich nakazów Prawa. Co więcej – odważał się brać tych ludzi w obronę. I tu również powinno być utarcie nam nosa. Ile zdarza się takich sytuacji, w których presja otoczenia sprawia, że niekoniecznie stajemy po właściwej stronie, stronie tego biednego, potrzebującego, by w zamian bezpiecznie opowiedzieć się za tym silniejszym? 

Przedstawicieli narodu izraelskiego raził też stosunek Jezusa do świątyni stanowiącej dla Żydów miejsce święte i wprost nietykalne. Każda wypowiedź przeciw świątyni oznaczała równocześnie wypowiedź przeciw Bogu, a zatem była uważana za bluźnierstwo. Rozumiemy teraz, dlaczego to w czasie przewodu sądowego nad Jezusem wystąpili przeciw Niemu świadkowie, którzy fałszywie oskarżali Go o zamiar zburzenia świątyni. Z Ewangelii dowiadujemy się też, że Jezus poczuł się zobowiązany do usunięcia ze świątyni tych, którzy tam sprzedawali i kupowali. Chciał przez to pokazać, że świątynia nie jest miejscem targowania się z Bogiem albo przestrzenią „załatwienia” sobie czegoś, tylko dla mojej korzyści. Jest to pokorne stawanie wobec Najświętszego Boga z moją biedą, moją słabością, ale i z moją radością, i dopiero teraz z ewentualną prośbą czy przebłaganiem. Warto pomyśleć przy tej okazji, ile w mojej modlitwie jest interesów, kupczenia, negocjacji, warunków itd., a ile postawy pokory, uniżenia, stawania w prawdzie, choćby była trudna, otwartości, chęci słuchania Jego Słowa?

Z chwilą zaostrzenia się konfliktu z przywódcami narodu izraelskiego Jezus – zdradzony przez swego ucznia Judasza – został ujęty w Ogrodzie Oliwnym i skazany przez trybunał żydowski, zwany Sanhedrynem, na śmierć krzyżową. Po krótkim przesłuchaniu u Annasza, który pytał Jezusa o Jego naukę, stanął przed Sanhedrynem. Wszystko to odbywało się w porze nocnej, co było wbrew przepisom prawa żydowskiego. Oskarżenie ze strony arcykapłana Kajfasza zarzucało mu bluźnierstwo, na zadane pytanie: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Błogosławionego, odpowiedział: Ja Jestem. Odpowiedź ta wywołała oburzenie zarówno arcykapłana, jak i innych uczestników przewodu sądowego. Ewangelie odnotowują zniewagi Jezusa, które miały miejsce w następstwie tego wyznania: I niektórzy zaczęli pluć na Niego, zakrywali Mu twarz, policzkowali Go i mówili: Prorokuj! Także słudzy bili Go pięściami po twarzy. Jezus - mówiąc Ja Jestem - utożsamił się z Ojcem, ukazał swoją tożsamość, co skutkowało wzburzoną agresją. Dzisiaj na świecie nic się nie zmienia, człowiek pokazujący swoim życiem, że Bóg jest mu bliski, musi liczyć się ze złością, śmiechami, złośliwościami.

Z uwagi jednak na to, że Żydzi nie mogli wydawać prawomocnych wyroków śmierci, proces Jezusa musiał być przeprowadzony także przed trybunałem cesarskim. Przedstawicielem cesarza był wówczas prokonsul Judei – Poncjusz Piłat. W odróżnieniu jednak od procesu przed Kajfaszem, mającego charakter religijny, oskarżenia przed Piłatem musiały mieć charakter polityczny. Żydzi bowiem byli świadomi, że sprawy religijne nie będą interesowały namiestnika rzymskiego. Jezusowi zarzucono więc, że podburza naród, że odwodzi od płacenia podatków Cezarowi, że siebie nazywa Mesjaszem – Królem. Piłat nie przejął się zbytnio tymi oskarżeniami, miał – jak się wydaje - służbę wywiadowczą, która takich zarzutów wobec Jezusa nie zgłosiła. Odesłał więc Go najpierw do Heroda, który przebywał w Jerozolimie, a następnie wystąpił z propozycją uwolnienia bądź Jezusa, bądź też zabójcy Barabasza. Cały lud jednak wołał, aby uwolnić Barabasza. Widząc, że Piłat nie znajduje w Jezusie winy

i pragnie Go uwolnić, zagrozili prokuratorowi, że jeśli Go uwolni, nie będzie przyjacielem Cezara . Na zapytanie Piłata: Czy Króla waszego mam ukrzyżować? - Żydzi odpowiedzieli: Poza Cezarem nie mamy króla. Wówczas Piłat wydał najbardziej haniebny i niesprawiedliwy wyrok – śmierć dla Jezusa: Wtedy więc wydał Go im, aby Go ukrzyżowano. Dobrze rozterki Piłata ukazuje film „Pasja”. Ukazana jest tam niesamowita presja przywódców Izraela, a z drugiej strony świadomość odpowiedzialności przed Cezarem za prowincję, która jest mu dana. W środku tego wszystkiego jest Prawda pisana wielką literą, którą jest Osoba Syna Bożego. Sam o sobie przecież powiedział: Ja Jestem Drogą, Prawdą i Życiem. Piłat, wiedząc, że Jezus jest bezbronny, bo w tym momencie prawda jest bezbronna, idzie za głosem presji ludu i krzyków, a i strachu o swoją pozycję. Dzisiaj, niestety, też tak jest, że prawdą jest to,
co przegłosuje większość. Pięknie ktoś powiedział, że jesteśmy wezwani do odkrywania prawdy, a nie jej tworzenia. Jaka by nie była, prawda ma swoje miejsce. Prawda uwalnia, daje pokój. Cieszę się, gdy konfesjonał się trzęsie, gdy ten z drugiej strony kratek drży, kiedy ma wyznać to i owo. Mówię wówczas, że połowa pokuty jest już za Tobą. Pan Cię uwalnia!

Ukrzyżowanie należało do najbardziej okrutnych sposobów śmierci, jakie stosowano w cesarstwie rzymskim, i to wyłącznie wobec niewolników. Ukrzyżowanie Jezusa miało miejsce na wzgórzu Golgoty w Jerozolimie w południe 14 nizan, czyli najprawdopodobniej w początku kwietnia 30 roku. Kilkadziesiąt lat potem rzymski historyk Tacyt odnotował w swych rocznikach, że za panowania cesarza Tyberiusza Jezus Chrystus został skazany na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata.

Patrząc na ostatnie chwile Jezusa, widzimy, że za Jego śmierć głównie odpowiada grupa tych, dla których Chrystus był zagrożeniem. Zagrażał ich pozycji, wykazywał im zatwardziałość i błędne myślenie. Widzimy również, ile osób swoim milczeniem, obojętnością przyczyniło się do śmierci. Trzeba widzieć w tym wszystkim siebie. Wystarczy chwila refleksji podczas rachunku sumienia przed spowiedzią św., aby uświadomić sobie, że dzisiaj Annaszem, Kajfaszem, Herodem, Piłatem, tłumem krzyczącym : Na krzyż z Nim! Jestem ja!! I niech nas to boli! Grzech to rana duszy, będzie boleć. Będzie wstyd! Pamiętam kiedyś, jak pół godziny przed Mszą św. wszedłem do kościoła, aby usiąść do konfesjonału, widziałem młodą dziewczynę, pewnie maturzystkę. Była sama w kościele, klęczała z książeczką. Od razu pomyślałem, że zaraz do mnie przyjdzie. I tak się stało, chwilę potem była pierwsza w kolejce. Zdziwiło mnie, że kto stanął w tej kolejce, spowiadał się przed nią. Kiedy wreszcie podeszła, sama powiedziała, że strasznie się boi, jak tylko mogła, odsuwała ten moment, drżał jej głos, denerwowała się, wstydziła tego, co mówi. Kiedy wszystko zrzuciła, przyszedł pokój! Ona od tego momentu chce inaczej żyć, sakrament był początkiem, nową kartą.

Szczytem tego rozważania nie może być szczyt uniżenia naszego Pana! Nie może być zatrzymanie się na słowach Jezusa z krzyża:  Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? zaczerpnięte z Psalmu 22. Gdyby Jezus dalej modlił się tym psalmem, od 24. wersetu brzmiałoby to tak:   

Chwalcie Pana wy, co się Go boicie,

 sławcie Go, całe potomstwo Jakuba;

 bójcie się Go, całe potomstwo Izraela!

 Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka,

 ani nie ukrył przed nim swojego oblicza

 i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego.

Dzięki Tobie moja pieśń pochwalna płynie w wielkim zgromadzeniu.

 Śluby me wypełnię wobec bojących się Jego.

 Ubodzy będą jedli i nasycą się,

 chwalić będą Pana ci, którzy Go szukają.

 «Niech serca ich żyją na wieki»

Przypomną sobie i wrócą

 do Pana wszystkie krańce ziemi;

 i oddadzą Mu pokłon

 wszystkie szczepy pogańskie,

bo władza królewska należy do Pana

 i On panuje nad narodami.

Krzyż jest szczytem miłości Boga do człowieka. Krzyż objawia prawdziwą miłość. Dlaczego prawdziwą miłość? Bo miłość do końca. Taką, która ostatecznie pokonuje naszą słabość, nasz grzech i w konsekwencji naszą śmierć. Tak jak Bóg objawił się w płonącym krzewie Mojżeszowi, tak dla nas takim płonącym krzewem jest krzyż – to jest znak objawienia się Boga dla nas. Ten krzyż płonie Jego miłością do nas. I kiedy będziemy widzieć, mijać krzyże na naszej pielgrzymiej drodze, miejmy świadomość Miłości, która daje wszystko, daje się do końca i daje każdemu – bez ograniczeń. Bo jak mówi św. Paweł: Jezus Chrystus umarł za nas wtedy, kiedy byliśmy grzesznikami. Nie wtedy, kiedy postanowiliśmy się poprawić. Nie wtedy, kiedy zapracowaliśmy na Jego miłość. Nie wtedy wreszcie, kiedy poszliśmy do konfesjonału. Umarł wtedy, kiedy byliśmy grzesznikami. Umarł za wszystkich. W ikonografii, przede wszystkim wschodniej, krzyż jest ukazywany jako drzewo, i to drzewo kwitnące – takie, z którego tryska życie. Krzyż Chrystusa jest znakiem budzącego się życia, wzrostu i rozkwitu. Nasuwa się porównanie Boga do matki noszącej w swoim łonie dziecko, które ma się zrodzić. Matka czeka na nie z niecierpliwością, przed nią moment bólu, moment porodu, a potem radość z nowego życia. Bóg na krzyżu poprzez swojego Jedynego Syna rodzi nas do życia, do życia wolnego od grzechu i śmierci, do życia, które będzie udziałem w życiu Boga, czego dowodem będzie Zmartwychwstanie.

Czego nas Jezus uczy w swojej męce i śmierci? Uczy sobą najprostszej definicji miłości, jaką jest dar z siebie. Św. Jan Paweł II powie: Człowiek nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego. Dominikanin O. Jacek Salij powie, że istotą tajemnicy Krzyża nie jest cierpienie samo w sobie, ale wierna miłość Jezusa wobec Ojca Przedwiecznego i wierność miłości wobec nas, grzeszników, którzy potrzebowaliśmy i dalej potrzebujemy ratunku od grzechu. Pięknym obrazem takiej miłości jest wspólnota małżeńska. Narzeczeństwo jest czasem przyglądania się sobie nawzajem, odkrywania siebie, dostrzegania tego, co słabe w tym drugim, we mnie samym. Wszystko po to, aby przy ołtarzu poprzez wypowiedzenie przysięgi małżeńskiej oddać siebie temu drugiemu, dać siebie, być darem dla drugiego, a tym samym przyjmując dar współmałżonka z jego czy jej życia. Warto porozmawiać z rodzicami czy dziadkami, żeby sobie uświadomić, że to jest codzienne umieranie dla własnego egoizmu, pychy, aby być darem dla drugiego. Można by tu mówić również o kapłaństwie, życiu zakonnym, koleżeńskim, przyjacielskim. Wszędzie, gdzie człowiek chce naprawdę kochać, będzie się to wiązać z umieraniem. Co tam daleko szukać, zejdźmy do zwykłych spraw. Ile będzie kosztować wysłuchanie kogoś, kto musi się wygadać, bo coś w sobie nosi, a ja jestem zmęczony dreptaniem przez cały dzień. Trzeba będzie wziąć tubę, choć ją już miałem, a jest potrzeba. Choć samemu mi się nie chce iść, ale widzę obok, że człowiek ledwo idzie, i dam mu słowo zachęty. Można by tu mnożyć przykłady, gdzie ja sam mogę umierać dla własnego egoizmu, aby dostrzec drugiego. Niestety, w wielu przypadkach moje własne interesy, kosztem drugiego, siebie samego czy miłości Boga wezmą górę, co najprawdopodobniej sprawi, że zgrzeszę. Mamy jednak, moi drodzy, gdzie wracać, śmierć Chrystusa uwalnia nas przecież od grzechu, daje nam wolność dzieci Bożych, a dokonuje się to w sakramencie pokuty i pojednania, który jest tak pokorną obecnością Boga, że często trudno nawet w to uwierzyć, a jednak za człowiekiem w fioletowej stule stoi Ktoś większy, Jedyny, który ma władzę grzechy odpuszczać, Jedyny, Który daje wolność, bo Jedyny, Który daje siebie.

NOWENNA DO MATKI BOŻEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ

DZIEŃ PIERWSZY

 I. Wprowadzenie

W XIV wieku książę opolski Władysław dostaje

Pieśń: Gwiazdo śliczna...

 II. Modlitwa dziękczynienia

Za Twoje przybycie i obecność od 600 lat w Cudownym Obrazie Jasnogórskim - dziękujemy Ci, Matko Częstochowska.

Za liczne łaski i cuda płynące odtąd bez przerwy przez Twoje ręce - dziękujemy Ci, Matko Częstochowska.

Za Twoje przedziwne kierowanie dziejami Narodu - dziękujemy Ci, Matko Częstochowska.

Za wierną opiekę, która w Twoim Wizerunku otaczasz rzesze emigrantów, synów i córek Narodu Polskiego

 III. Modlitwa czci i miłości

Pani z Jasnej Góry, chwalebna Córko Boga Ojca Niebieskiego,

- miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie.

Przedziwna Matko Syna Bożego,

- miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie.

Przeczysta Oblubienico Ducha Świętego,

- miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie.

Łaskawa Wspomożycielko naszego Narodu,

- miłujemy Cię i wysławiamy Ciebie.

IV. Modlitwa prośby

Wielka Matko Boga, umiłowana w Jasnogórskim Wizerunku przez wszystkich synów i córki naszej Ojczyzny - bądź nasza pomocą i naszym ratunkiem!

Matko z Dzieciątkiem na ręku, której obraz wisi w każdym polskim domu - bądź nasza pomocą i naszym ratunkiem!

Matko Częstochowska, czczona w niezliczonych kapliczkach przydrożnych - bądź nasza pomocą

Umiłowana Matko Jasnogórska, której przedziwne oblicze jest dla nas światłem w smutkach i uciskach - bądź nasza pomocą

Matko Narodu naszego, której Wizerunek jest znakiem jedności

 V. Zakończenie

1 dziesiątek Różańca (albo 3 razy Zdrowaś, Maryjo),

Pod Twoja Obronę

Modlitwa (z Mszy na 26 sierpnia)

Wszechmogący i miłosierny Boże, który w Najświętszej Maryi Pannie przedziwnie ustanowiłeś nieustanna pomoc dla obrony Narodu Polskiego, a Jej święty Obraz Jasnogórski wsławiłeś niezwykła czcią ze strony wiernych, spraw łaskawie, abyśmy

Pieśń: Z dawna Polski Tyś Królową. Apel Jasnogórski                                                           

© Piesza Pielgrzymka diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej
wykonanie:strony internetowe słupsk