ZŁOTA GRUPA 8 SIERPNIA
Św. Matka Teresa z Kalkuty
Agnes Gomxha Bojaxhiu urodziła się w 1910 roku w Skopje.
Została ochrzczona dzień po swoich narodzinach i ten właśnie dzień obchodziła jako swoje urodziny. W 1919 roku ojciec wyjechał w podróż w celach kupieckich. Wrócił bardzo chory i zmarł. Sytuacja materialna rodziny bardzo się pogorszyła. Nie było łatwo, ale w murach swojego domu przyjmowali chorych i szukających pomocy. Regularnie na posiłki przychodziła starsza kobieta, a mama mówiła do dzieci: „Przyjmujcie ją 31 32 serdecznie, z miłością. Nie bierzcie do ust nawet kęsa, jeśli wcześniej nie podzielcie się z innymi”. Nieustannie mama świętej mówiła także: „Gdy czynicie coś dobrego, róbcie to bez hałasu, jakbyście wrzucały kamyk do morza”. W wieku 18 lat Agnes wstąpiła do Sióstr Misjonarek Naszej Pani z Loreto i wyjechała do Indii. W 1931 roku, składając śluby zakonne, przyjęła imię Matka Teresa od Dzieciątka Jezus. Przez dwadzieścia lat na wschód od Kalkuty w Entally uczyła historii i geografii dziewczęta z tzw. dobrych domów. W 1946 roku zetknęła się z wielką biedą w Kalkucie i postanowiła założyć instytut zakonny, który zająłby się opieką nad ubogimi. Po 20 latach życia zakonnego postanowiła opuścić mury klasztorne. Chciała pomagać biednym i umierającym w slumsach Kalkuty. Dwa lata oczekiwała na decyzję władz kościelnych, by móc założyć własne Zgromadzenie Misjonarek Miłości i zamienić habit na tradycyjny strój hinduski – sari. W 1953 roku, po odbyciu nowicjatu, 12 sióstr złożyło pierwszą profesję zakonną. Stopniowo do sióstr dołączali spontanicznie lekarze, pielęgniarki i ludzie świeccy. Organizowano kolejne punkty pomocy, by uporać się z chorobami będącymi skutkiem niedożywienia i przeludnienia. W ciągu długiego życie Matka Teresa przemierzała niezmordowanie cały świat, zakładając placówki swej wspólnoty zakonnej i pomagając na różne sposoby najuboższym i najbardziej potrzebującym. W 1963 roku założyła męską wspólnotę czynną Braci Misjonarzy Miłości. W 1968 roku papież Paweł VI poprosił Matkę Teresę o przysłanie sióstr do Rzymu, do opieki nad biednymi. W 1976 roku Matka Teresa utworzyła wspólnotę kontemplacyjną dla sióstr i braci. Zmarła w 1997 roku. Została ogłoszona świętą w 2016 roku. W ciągu życia powtarzała m.in.: „Nie szukaj Boga w zaświatach, On jest przy Tobie”, „Gdy oceniasz ludzi, nie możesz ich kochać”, „Nie dopuść do tego, by ludzie po spotkaniu z tobą nie odchodzili choć trochę szczęśliwsi”, „Im mniej dóbr będziecie mieli, tym więcej będziecie mogli oddać, im więcej posiadacie, tym mniej oddacie. Jeśli więc będziecie prosić w modlitwie, proście o odwagę i dawajcie z siebie, dawajcie aż do bólu. Ten rodzaj dawania nazywamy miłością”, „Na Zachodzie spotykamy się z samotnością, która nazywamy trądem Zachodu. Jest ona z wielu względów 43. PIESZA PIELGRZYMKA SKRZATUSZ-JASNA GÓRA 1-13.08.2025 gorsza niż nasza bieda w Kalkucie”. Powtarzała: „Mottem mojego życia: Wszystko dla Jezusa, wszystko dla Jezusa przez Maryję”. Przeszła do historii nie tylko jako „matka ubogich”, ale dla osób chcących prowadzić głębokie życie duchowe jest także „świętą od ciemności”, od nocy wiary, od ciemnej nocy. Jest to pojęcie, które znajduje się w teologii życia duchowego. W jednym z swoich listów napisała: „Jeżeli kiedykolwiek zostanę świętą, to z pewnością będę świętą od ”. Pojęcie nocy ciemnej jest związane z XVI-wiecznym św. Janem od Krzyża. „Jam człowiek, co zaznał boleści pod rózgą Jego gniewu; On mnie prowadził, iść kazał w ciemnościach, a nie w świetle, przeciwko mnie jednemu cały dzień zwracał swą rękę” - te słowa wypowiedziane, jak mówi Tradycja, przez Jeremiasza (Lm 3,1-3) mogłyby zostać przypisane św. Janowi od Krzyża, św. Róży z Limy, św. Teresie z Lisieux czy ojcu Pio. Skargę Jeremiasza: „Nawet gdy krzyczę i wołam, On tłumi moje błaganie” (Lm 3,8) mógłby wypowiedzieć św. Ignacy Loyola. Św. Jan od Krzyża w swym dziele „Noc ciemna” opisał cierpienia duszy, którą Pan Bóg doświadczył takim stanem ciemności, osamotnienia i opuszczenia. Wiemy, że cierpienie to dotykało ludzi niezwykle oddanych Bogu, którym -myśląc po ludzku - należała się jakaś nagroda od Boga. I owszem, nagroda przyszła, lecz nie taka, jaką ten świat jest zdolny przyjąć. Według karmelitańskiego świętego ciemna noc, przez którą przechodzi dusza, jest procesem, na końcu którego nastąpi pełne mistyczne zjednoczenie z Bogiem. Uczucie pustki i opuszczenia przez Boga to tylko złudzenie, któremu niedoskonała ludzka dusza nie potrafi się oprzeć. Ten stan całkowitej oschłości, głębokiego przekonania, że Bóg nie wysłuchuje modlitw, że jest nieobecny, pogłębia pewność, że nikt nie jest w stanie tej beznadziejnej sytuacji zrozumieć. Cierpienie jest tym większe, że towarzyszy mu ogromna tęsknota za Bogiem. Jakże zrozumiałe stają się wówczas słowa wypowiedziane przez Jezusa na krzyżu: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Są takie chwile w życiu duchowym, kiedy wszystko jest jasne i zrozumiałe. Momenty wielkiego światła. Okazuje się jednak, że są chwile ciemności, jakim towarzyszy odczucie, że Bóg 33 milczy i jest nieobecny. W jednym czy drugim przypadku nie chodzi o to, że Bóg jest bliżej czy dalej, ale o fakt działania Boga z miłością w ludzkiej duszy, oczyszczając ją i wspomagając w procesie głębszego poznawania swej boskiej Istoty. Dla św. Jana od Krzyża noc jest łaską udzielaną osobie wierzącej, by wesprzeć w wychodzeniu z „ziemi niewoli” ku wolności dzieci Bożych. Sprawcą nocy jest sam Bóg. Poprzez oczyszczenie naszego rozumu, które dokonuje się za pomocą teologalnej cnoty wiary, pragnie udzielać nowego sposobu poznania, rozumienia oraz nowego spojrzenia na nas samych, na Niego i wszystkie rzeczy. Poprzez teologalną cnotę miłości (caridad) pragnie oczyścić obecne w nas „wszystkie inne miłości”, koncentrując ludzką zdolność miłowania w Nim, abyśmy kochali Go ponad wszystko. Poprzez cnotę nadziei pragnie oczyszczać pamięć i całą naszą chęć posiadania, aby tylko On był jedynym skarbem i własnością, w myśl słów: gdzie skarb twój, tam i serce twoje. 34 Tak więc noc jest dziełem samego Boga, którego dokonuje za pomocą cnót: wiary, nadziei i miłości. Dobrze wiemy bowiem, że według tego hiszpańskiego mistyka cnoty teologalne pochodzą od Boga, ich treścią jest Bóg: jednoczą nas z Bogiem. A jak z tym doświadczeniem nocy ciemnej było u św. Matki Teresy z Kalkuty? Trwało w życiu świętej ponad 50 lat. Kiedy we wrześniu 2007 r., najpierw na rynku amerykańskim. ukazał się zbiór nieznanych wcześniej listów Matki Teresy, jego lekturze towarzyszyło niedowierzanie i zgorszenie. Trudno było spokojnie przyjmować takie wyznania, jak to, które znalazło się w liście do o. J. Neunera z 1961 r.: „Od roku 49 albo 50 to straszliwe poczucie pustki – ta niewypowiedziana ciemność – ta nieustanna tęsknota za Bogiem, która przyprawia mnie o ten ból w głębi serca. Ciemność jest taka, że naprawdę nic nie widzę – ani umysłem, ani rozumem. Miejsce Boga w mojej duszy jest puste. Nie ma we mnie Boga. Kiedy ból tęsknoty jest tak wielki – po prostu tęsknię i tęsknię za Bogiem – i wtedy jest tak, że czuję: On mnie nie chce, nie ma Go tu (…). Czasem słyszę po prostu, jak moje serce krzyczy: Mój Boże! I nic więcej się nie dzieje. To tortury i cierpienie, których nie potrafię wytłumaczyć”. 43. PIESZA PIELGRZYMKA SKRZATUSZ-JASNA GÓRA 1-13.08.2025 Święta od czasu, gdy po raz pierwszy weszła do slumsów, aż do końca życia miała wokół siebie tylko samotność i pustkę. Szła na oślep: prowadzona nie doświadczeniem, nie miłością, nie spotkaniem z Jezusem, ale tylko wiernością temu, co przyrzekała. Do swojego spowiednika pisała: „Ciemność jest tak ciemna, a ja jestem samotna, niechciana, opuszczona. Nie mam wiary. Nie potrafię wykrztusić słów i myśli, które kłębią się w mojej głowie i zadają ból niewypowiedzianej agonii. Tak wiele pytań bez odpowiedzi żyje we mnie. Boję się je odsłonić, boję się bluźnierstwa. Jeśli jest Bóg, niech mi przebaczy”. Ktoś mógłby powiedzieć lekceważąco, że to zwykła depresja. Depresja jednak unieruchamia człowieka, nie pozwala mu działać, odbiera chęć do życia. Matka Teresa w swoim poczuciu samotności i opuszczenia żyła nadal tak, jak zakochana dziewczyna, konsekwentna i wierna, działając niezależnie od emocji i uczuć. Wstawała wcześnie rano i długo się modliła, choć nie miała pewności, że Bóg ją słyszy. W imię Jezusa szła dotykać gnijących ran żebraków, choć nie czerpała z tego satysfakcji. Z czasem w ciemności duszy Matki Teresy zrodził się pokój. Zauważyła w nim wewnętrzne ubóstwo i uczyniła je swoją siłą. Powtarzała siostrom, że człowiek musi być pusty, żeby wypełniła się w nim wola Boga. „Cierpienie, ból, niepowodzenie to są pocałunki Jezusa, to znaki, że już jesteś tak blisko Jezusa na krzyżu, że może Cię pocałować” – powiedziała jednej z sióstr. Historia św. Matki Teresy z Kalkuty uczy nas i zaprasza, że aby nadzieję złożyć w Bogu, trzeba doświadczać i przechodzić przez różne stany swojego wnętrza. Każdy, obojętnie w jakim stanie żyje, przeżywa swą noc. To łaska, której Bóg udziela w wielu okolicznościach i na różne sposoby, dostosowując się jednak zawsze do rytmu i potrzeb człowieka. Noc jest konieczna, by móc już tu, w życiu obecnym, doświadczyć radości zjednoczenia z Bogiem. A nie można jej przeżywać, będąc osadzonym w niewoli pożądań (apetitos), zamkniętym w ciemnościach schematów myślowych i przywiązanym do tego, co przejściowe. Noc jest zatem koniecznością. Nie jest jednak brakiem. Raczej zobojętnieniem, 35 oziębłością myśli, woli i serca wobec wszystkiego, co nie jest Bogiem. Kiedy już osoba wejdzie w ów proces oczyszczenia, wchodzi w relacje ze wszystkim i ze wszystkimi w wolności, bez przywiązania, bez zależności i dominacji. Noc jest łaską, Bóg nie odmawia jej nikomu. Jan od Krzyża twierdzi, iż Bóg trapi jedynie po to, by wywyższyć. W procesie wyzwalającej nocy Bóg, ze stanu „niewoli”, podnosi nas do stanu „wolności dzieci Bożych” i dopuszcza do uczestnictwa w swej boskiej naturze, abyśmy w ten sposób, wolni od pożądań, przywiązań i zniewoleń posiadali wszystko tak, jak to posiada Bóg, kochali wszystkich i wszystko tak, jak kocha Bóg, i aby nasze myślenie, nasze miłowanie i działanie było „boskie”, tzn. na sposób Boży. Nie wszystkie doświadczenia, które przeżywamy jako negatywne i złe, są świadectwem nocy... Kiedy można mówić o jej obecności? 36 Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć już we wcześniejszych wnioskach. Pojęcie „nocy” niesie ze sobą nieodłącznie pojęcie łaski i oczyszczenia. Mamy negatywne doświadczenia, takie jak: możliwość pomyłki, choroba, złe lub trudne relacje z innymi. Ich źródłem jest nasza kondycja stworzeń. W „nocy”, o jakiej mówi Jan od Krzyża, kładzie się mocny akcent na konieczność oczyszczenia wewnętrznego, które pomaga wziąć naznaczoną realizmem odpowiedzialność za życie i oglądać je z perspektywy miłości Boga, który zawsze jest dobry. Przykładem jest Jezus Chrystus. Cierpiał głód, ubóstwo, niezrozumienie, prześladowanie, niesprawiedliwość, kłamstwo i wreszcie śmierć. I nie dlatego, aby potrzebował oczyszczenia. Przyjął On ludzką naturę ze wszystkimi jej konsekwencjami, abyśmy i my, w różnych kontekstach, kulturach i sytuacjach uczyli się przyjmować naszą kondycję osób ograniczonych
Posłuchaj