ZŁOTA GRUPA 10 SIERPNIA
Św. Karol de Foucauld
Karol de Foucauld urodził się 15 września 1858 r. w katolickiej, arystokratycznej rodzinie w Strasburgu.
Dwa dni później przyjął sakrament chrztu świętego. 13 marca 1864 r. umarła jego matka, a w pięć miesięcy później ojciec. Małym Karolem i jego młodszą siostrą Marią od tej pory zajmował się dziadek Karol Morlet, pułkownik w stanie spoczynku. 28 kwietnia 1872 r. przyszły błogosławiony przyjął Pierwszą Komunię Świętą. W sierpniu 1874 roku zdał maturę, a w październiku tego roku 43. PIESZA PIELGRZYMKA SKRZATUSZ-JASNA GÓRA 1-13.08.2025 wstąpił do szkoły jezuitów przy ulicy des Postes w Paryżu. Na dalsze zachowanie i poglądy Karola źle wpłynęły jego spotkania z cyganerią literacką. Odszedł od religii już w parę miesięcy od przybycia do Paryża. Został wyrzucony ze szkoły dwa lata później. Zaczął wtedy prowadzić beztroski tryb życia w towarzystwie przypadkowych kolegów. 3 lutego 1878 roku umarł jego dziadek i opiekun, pułkownik Morlet. Pół roku później Karol uzyskał pełnoletność i wszedł w posiadanie majątku rodzinnego. Wkrótce wstąpił do szkoły kawalerii w Saumur. W dalszym ciągu prowadził nieuporządkowane życie. Nic więc dziwnego, że szkołę ukończył w 1880 r. ze złymi wynikami. Udał się do Setifu w Algierii w randze podporucznika. Jednak w armii nie był długo, bo już w marcu 1881 roku został wydalony za brak dyscypliny i złe prowadzenie - sprowadził do obozu kochankę, którą przedstawił jako swoją żonę. Karol próbował początkowo powrócić do armii. Kiedy w maju 1881 roku wybuchło w Algierii powstanie Bou Amama, wziął udział w kampanii w południowym Oranie. Wsławił się nawet bohaterską postawą, za co został odznaczony. Mimo to po pewnym czasie złożył dymisję i udał się do Algieru, aby uczyć się języka arabskiego. Tam przez 18 miesięcy przygotowywał się do wyprawy naukowej po Maroku, na którą wybrał się w latach 1883 1884 w przebraniu rabina, ponieważ jako chrześcijaninowi grozić mu mogła śmierć z rąk muzułmanów. Podróżował także po południowych terenach Algierii oraz Tunezji. W tym czasie pragnął też zrehabilitować się w oczach rodziny. Owocem jego podróży była książka Reconnaissance au Maroc, która zawierała wiele ważnych informacji etnologicznych. Otrzymał za nią złoty medal Towarzystwa Geograficznego w Paryżu. Powrócił do Francji, nie umiał jednak już żyć jak dawnej w Paryżu. Ponownie udał się do Algierii i chociaż tu zakochał się w młodej kobiecie - Marie-Marguerite Titre, wybrał się w podróż po pustyni Magrebu, gdzie zdecydował, że odtąd będzie żył w celibacie. Po powrocie do Paryża zamieszkał u zamężnej siostry, nieopodal kościoła pod wezwaniem św. Augustyna. Podczas długich modlitw w tym i innych kościołach powtarzał modlitwę: „Boże mój, jeśli istniejesz, spraw, abym Cię poznał”. 29 lub 30 października 43 1886 roku spotkał w kościele św. Augustyna wikarego, ks. Huvelin, z którym zaczął odtąd prowadzić długie rozmowy religijne. Zaprzyjaźnili się i gdy Karol poprosił go o znalezienie kierownika duchowego, ten nakazał mu najpierw przystąpienie do spowiedzi. Tak zaczęło się trwałe nawrócenie Karola, a ks. Huvelin pozostał jego kierownikiem duchowym aż do jego śmierci. Od tej pory de Foucauld rozpoczął intensywne życie duchowe. W sierpniu 1888 r. odwiedził klasztor trapistów w Fontgombault. W końcu listopada wyjechał na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Boże Narodzenie w sposób szczególny przeżył w Betlejem. 5 stycznia odwiedził Nazaret, który go zachwycił i pobudził do kontemplacji ukrytego życia Jezusa. 14 lutego wrócił do Paryża. Potem odbył rekolekcje w kilku klasztorach. W bazylice Montmartre 6 czerwca 1889 r. zawierzył swoje życie Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Wszystko to prowadziło do tego, że Karol postanowił iść drogą powołania zakonnego w ukryciu przed światem. W połowie stycznia 1890 r. pożegnał się z rodziną i 44 wstąpił do trapistów w klasztorze Matki Bożej Śnieżnej w Masywie Centralnym, przyjmując imię zakonne Maria Alberyk (Marie-Albéric). W czerwcu 1890 r. na własną prośbę przeniósł się do ubogiego klasztoru filialnego Matki Bożej Śnieżnej w Akbes w Syrii. Spędził w nim sześć lat. Mnisi, poza modlitwą i kontemplacją, pracowali w polu i przy budowie dróg. 2 lutego 1892 r. Karol de Foucauld złożył pierwsze śluby zakonne. Jako mnich ciągle myślał o życiu bardziej ubogim i odosobnionym. Został wysłany do Staouéli w Algierii. Wrócił jeszcze na studia do Rzymu, ale przełożeni uznali, że Bóg wyznaczył mu szczególną drogę. 14 lutego 1894 r. został zwolniony ze ślubów prostych i złożył dwa śluby prywatne: czystości i nieposiadania niczego poza narzędziami potrzebnymi do pracy fizycznej. Został wysłany do klasztoru klarysek w Nazarecie, gdzie potrzebna była pomoc przy pracach w gospodarstwie. Był tam skromnym bratem. Zamieszkał w komórce na narzędzia i czuł się szczęśliwy. Za namową ksieni zakonu klarysek w 1901 r. przyjął święcenia kapłańskie. Wyjechał do Beni-Abbes, na południu Algierii, niedaleko granicy marokańskiej. Jadąc tam, zdawał sobie sprawę, że na tych słabo zaludnionych terenach nie będzie 43. PIESZA PIELGRZYMKA SKRZATUSZ-JASNA GÓRA 1-13.08.2025 miał misyjnych osiągnięć, ale nie miało to dla niego znaczenia. Chciał cichego życia, by móc się nieustannie modlić. Zawsze jednak był otwarty na ludzkie problemy. Otaczał opieką niewolników, karmił ich i podtrzymywał na duchu. Ściągał na siebie gniew miejscowego biskupa Guérina za krytykowanie niesprawiedliwych poczynań kolonizatorów francuskich. W 1903 roku planował wyjazd do Maroka, ale zrezygnował na rzecz ewangelizacji Tuaregów. W 1905 r. osiedlił się w Tamanrasset, gdzie zaprzyjaźnił się z szefem Tuaregów Mussą Ag Amastanem. Gdy na przełomie 1906 i 1907 r. był bliski śmierci, miejscowa ludność zaopiekowała się nim. Noszono go na rękach i karmiono jak niemowlę kozim mlekiem, nie pozwalając, by wpadł w depresję. W tym czasie Karol de Foucauld pisał regułę swojej wymarzonej wspólnoty Małych Braci Jezusa, która powstała, niestety, dopiero po jego śmierci. W 1910 r. wysłał gotowe statuty do Rzymu, lecz odpowiedzi nigdy nie otrzymał. W czerwcu 1915 roku skończył po jedenastu latach pracę nad słownikami. W 1916 r. wybuchła wojna między miejscowymi plemionami. Walki i napady rabunkowe objęły niemal całą południową Saharę. Karol został zmuszony do ufortyfikowania swojej pustelni w Tamanrasset. Gdy wieczorem 1 grudnia 1916 r. grupa uzbrojonych jeźdźców otoczyła fort, prawdopodobnie pilnujący go uzbrojony szesnastolatek wystrzelił ze strachu i przypadkowo zabił Karola. Pustelnia została splądrowana, a Najświętszy Sakrament wyrzucono w piasek pustyni. Gdy przybyli tam francuscy oficerowie, zobaczyli leżące obok Karola Ciało Jezusa. Jeden z nich ukląkł, podniósł Hostię i przyjął Komunię. Beatyfikacja odbyła się 13 listopada 2005 roku w Rzymie. Kanonizacji Karola de Foucauld dokonał papież Franciszek15 maja 2022 r. Historia św. Karola uczy nas i zaprasza, że aby nadzieję złożyć w Bogu, w naszym życiu pojawi się samotność. 45 Myśl, aby zapytać o samotność, wynika z naszego 46 doświadczenia, a nie tylko z intelektualnej refleksji. Mówiąc najprościej, wszyscy spontanicznie szukamy zrozumienia sensu naszego poczucia samotności, ponieważ mniej lub bardziej ono nas dotyczy i jako doświadczenie emocjonalne po prostu boli. Nie spotkałem człowieka, który powiedziałby, że nigdy nie czuł się samotny. Pewnym wyjątkiem była odpowiedź, jakiej udzielił na początku swojego pontyfikatu Jan Paweł II. Dziennikarz zapytał go kiedyś, czy są takie momenty, w których czuje się samotny. Było to pytanie postawione w kontekście wcześniejszej wypowiedzi papieża Pawła VI, który mówił otwarcie, że czasami czuje się bardzo osamotniony. Papież Polak powiedział jednak, że tak naprawdę nigdy nie był sam. Nie powiedział jednak o braku poczucia samotności. W chwilach najważniejszych była rodzina, przyjaciele – dodał – a potem ks. Stanisław Dziwisz, dzisiejszy kardynał z Krakowa. Natomiast o Pawle VI wspomniał żartobliwie, że z charakteru po prostu był bardziej melancholijny. Może Jan Paweł II znalazł dobre rozwiązanie na swoje momenty odczucia samotności, co tłumaczyłaby rada, którą dawał innym: „Czujesz się osamotniony? Postaraj się odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny”. W kontekście samotności rozumianej jako doświadczenie powszechne zastanawiamy się jednak, czy Bóg chce, aby tak było. Albo inaczej mówiąc, dlaczego na to pozwala? Przecież samotność jest doświadczeniem negatywnym. Dlaczego Bóg pozwala, aby dotykało nas takie zło? W literaturze duchowej odnalazłem między innymi jedną bardzo ciekawą odpowiedź, którą chciałbym się podzielić. Jest ona de facto dobrym przedstawieniem tego, co możemy, przynajmniej częściowo, na temat samotności odnaleźć także w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Próba zrozumienia samotności człowieka, do której nawiązuję, dotyczy interpretacji słów Jezusa wypowiedzianych z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15, 34; Mt 27, 46). Chiara Lubich, bo do tekstu jej książki pt. Krzyk opuszczenia chciałbym się odwołać, pisze, że wołanie umierającego Chrystusa było objawieniem Jego solidarności z grzeszną ludzkością. Dla Chiary największą samotnością jest oderwanie się od źródła miłości, jakim jest Bóg, ale zaraz potem także od drugiego człowieka. Jezus jest 43. PIESZA PIELGRZYMKA SKRZATUSZ-JASNA GÓRA 1-13.08.2025 w pełni człowiekiem i dlatego na krzyżu doświadcza tego samego osamotnienia, jakie przeżywa człowiek oddalony od miłości Boga i drugiego człowieka. Tak też należy rozumieć – pisze dalej – Jego wzięcie na siebie na drodze męki win nas wszystkich. Grzech jest zawsze oddaleniem od Boga, a w konsekwencji osamotnieniem człowieka. Nie chodzi więc o to, że Syn Boży był na krzyżu pozbawiony zjednoczenia ze swoim Ojcem w niebie albo inaczej mówiąc, że Ojciec pozostawił Go w godzinie śmierci. Bóg Ojciec jedynie zakrył swoje bóstwo przed Chrystusem, a Duch Święty nie dawał Mu żadnej pociechy duchowej, bo taka była droga Syna Bożego do odkupienia ludzkości, wyrwania jej z egoistycznej samotności. W swoim człowieczeństwie Jezus wziął więc naprawdę na siebie grzechy wszystkich i konsekwencje tego grzechu, czyli osamotnienie, utratę widzenia Boga. Według Chiary Lubich przyczynę i sens samotności można odnaleźć najpełniej w Chrystusie Ukrzyżowanym. Bóg Ojciec zakrył na krzyżu przed Synem blask swojego bóstwa. Tak samo dzieje się z człowiekiem, który oddala się od Boga. Traci zdolność dostrzegania Bożej obecności. Pierwszą i najważniejszą przyczyną naszej samotności jest więc grzech pierworodny. On pozbawił nas żywej komunii z Bogiem i tym samym zdolności dostrzegania Jego bliskości w naszym codziennym życiu. Grzech osłabił też w nas pragnienie i predyspozycję, aby kochać innych, tzn. sprawiać, aby nikt nie miał powodu czuć się samotnym. Cały dramat pogłębiają nasze grzechy osobiste. To, co jest jednak ważne w objaśnieniach Chiary, to prawda, że osamotnienie Chrystusa jest cierpieniem niewinnego. On jedynie przyjął na siebie to, co jest z winy człowieka. Syn Boży nie oglądał chwały Ojca na krzyżu, co jest w najwyższym stopniu efektem ofiarnej Jego miłości, która pragnie znaleźć się w sytuacji człowieka grzesznego i go w ten sposób z niej uwolnić, odkupić. Oprócz więc grzechu pierworodnego i osobistego Chiara widziała możliwość dobrowolnego przyjęcia osamotnienia na drodze budowania jedności z drugim człowiekiem. Jest to gest miłości, który w całej pełni został dokonany przez ukrzyżowanego Chrystusa, ale który jest zaproszeniem także dla nas, aby jednoczyć się z innymi w ich najgłębszych pokładach duszy, 47 w ich poczuciu osamotnienia. Opuszczonemu człowiekowi można więc towarzyszyć, aby tak jak Chrystus i z Chrystusem nie pozostawiać go w samotności. Jest to głęboko duchowy sposób uczestniczenia w dziele zbawienia świata. Bez słów. Bez spektakularnych czynów zewnętrznych. Jest to swego rodzaju pośrednictwo między Bogiem a ludźmi, które charakteryzuje funkcję kapłańską. Stąd Lubich założyła Ruch Focolari, który przyjął jako swój charyzmat bycie z opuszczonym Chrystusem. Sama pisze o swoim dziele tak: „Bóg wzbudził nasz ruch być może również w tym celu, aby ożywić w chrześcijańskim ludzie jego charakter kapłański, na wzór pierwszych chrześcijan, jak tego pragnie Sobór Watykański II” (z książki Krzyk opuszczenia). Uczestnictwo w dziele zbawienia, którego dokonał Chrystus-Najwyższy Kapłan, dokonuje się więc przede wszystkim przez bycie z 48 Chrystusem w Jego opuszczeniu. To jednoczenie z Chrystusem nie może być jednak tylko mistyczne, indywidualne, ale staje się w pełni możliwe przez spotykanie drugiego człowieka w jego osamotnieniu. Może właśnie w tym sensie Jan Paweł II mówił, aby w chwilach samotności odwiedzić kogoś, kto jest jeszcze bardziej samotny, tzn. stawać się w ten sposób autentycznie podobnym do Chrystusa. Bóg więc nie chce naszej samotności, ale w Chrystusie Ukrzyżowanym objawia nam, że może stać się ona szansą najgłębszego sposobu ofiarowania siebie Bogu i drugiemu człowiekowi. Wbrew pozorom może stać się również źródłem prawdziwej jedności tych, którzy potrafią autentycznie oddawać siebie innym
Posłuchaj