Niesamowicie wypoczęci dzięki gospodarzom salezjańskiej parafii w Pile, w wybornych humorach dzień ten rozpoczęliśmy Mszą św. prymicyjną – odprawiło ją dwóch neoprezbiterów: Szymon Pawluczuk i Szymon Majda. W swej homilii ks. Szymon podkreślił znaczenie naszego pielgrzymowania w Roku Jubileuszowym. Jubileusz, o którym słyszeliśmy w I czytaniu, jest swoistym resetem niezbędnym, by człowiek za bardzo nie przywiązywał się do rzeczy, planów, interesów, by poczuł się wolny i zrozumiał, że wszystko, co ma, jest darem Boga. Pielgrzymka na Jasną Górę, zdaniem ks. Szymona, jest naszym małym jubileuszem, tu dokonujemy pewnego resetu od codzienności. I jak śpiewaliśmy w psalmie – „Niech Bóg nam błogosławi”, byśmy byli pełni wiary, odwagi i miłości. Bóg będzie z nami w najtrudniejszych momentach. Jesteśmy pielgrzymami nadziei, wiemy, że ostatnie słowo należy do Boga. To On daje nam wolność, pozwalając dostrzec to, co nas więzi. Zastanówmy się zatem, co nas więzi, zachęcał ks. Szymon i życzył na koniec, by nasza pielgrzymka byłą właśnie świętowaniem jubileuszu.
Wdzięczni za gościnność wyruszyliśmy w drogę. Niewielkie chmurki przesłaniały słońce, powiewał lekki wiaterek i choć etap o wiele dłuższy od wczorajszego, maszerowaliśmy raźnie i dziarsko. Grupa nieco się rozrosła. Wędrując, wysłuchaliśmy świadectw braci z Cenacolo, refleksji ks. rektora o powołaniu, nie tylko do kapłaństwa, oraz o wadze nabożeństwa pierwszych sobót. Modlitwa i śpiew wypełniły kolejne etapy dzisiejszego pielgrzymowania. Tradycyjny polski obiad (schabowy) i włoska kolacja (makaron) dopełniły całości. Nie wspominając o worku chrupiącej, młodziutkiej marchewki po drodze i pierwszej na tej pielgrzymce belgijce (i nie tylko) - jak widać - pielgrzyma nic nie złamie i niczym dla niego są zmęczone nogi.
Apel wieczorny w kościele pw. św. Floriana, po nim prawdziwie wspólnotowy nocleg (sala gimnastyczna chodzieskiej szkoły) zakończyły kolejny etap pielgrzymki. Chwała Panu!