Dzień czwarty
4 sierpnia. Wągrowiec - Kłecko
Czwarty dzień rozpoczęliśmy w Wągrowcu od Mszy Świętej w przepięknym, pocysterskim klasztorze Ojców Paulinów. Było uroczyście, pięknie i bardzo rodzinnie. Podczas Eucharystii małżeństwa pielgrzymkowe, a także nasi wspaniali gospodarze, odnowili swoje przyrzeczenia małżeńskie. Był to naprawdę wzruszający moment – czasem po wielu wspólnie przeżytych latach powiedzieć sobie jeszcze raz: „Tak, nadal wybieram właśnie Ciebie”. I to wszystko po pielgrzymkowemu, czyli bez bukietu róż, za to z plecakiem i perspektywą kolejnych 32 kilometrów razem.
Po Mszy czekało na nas śniadanie przygotowane przez nauczycieli i pracowników szkoły, w której nocowaliśmy. Ogromne podziękowania! Widać, że nasi gospodarze bardzo szybko zorientowali się, że pielgrzym może mieć tylko dwa stany: „jestem głodny” oraz „za chwilę znowu będę głodny”. Obiecaliśmy sobie, że w tej relacji przestaniemy już mówić o jedzeniu… ale potem pojawił się Zajazd „Bratanki” i wszystkie postanowienia poszły w siną dal. Obiad był tam niczym prawdziwa uczta weselna. Było pysznie, był tort, a nawet były tańce! Człowiek po kilkunastu kilometrach powinien chyba oszczędzać nogi, ale pielgrzymka ma swoje prawa. Skoro można przejść kilkadziesiąt kilometrów, to można też zatańczyć. Zwłaszcza po obiedzie. A wszystko to dzięki Panu Leszkowi, który swoją dobrocią i otwartym sercem po raz kolejny nas zawstydził. Są ludzie, którzy pomagają. Są tacy, którzy pomagają bardzo. I jest Pan Leszek, przy którym człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem sam nie powinien bardziej się postarać. Panie Leszku – ogromne Bóg zapłać za serce, gościnność i wszystko, co dla nas robisz!
Na pielgrzymce nie samym jedzeniem jednak człowiek żyje. Czasami żyje również muzyką. A właściwie jej próbą. Nasz przewodnik, ks. Grzegorz, postanowił nauczyć się gry na kazoo. Pomysł odważny. Talent… pozostaje jeszcze kwestią otwartą. Początki są, delikatnie mówiąc, obiecujące inaczej. Ale najważniejsze, że ksiądz się nie poddaje! Być może któregoś dnia kazoo zabrzmi tak pięknie, że cała grupa zacznie zgodnie śpiewać. Na razie jednak grupa bardziej zgodnie się uśmiecha.
Po kolejnych kilometrach dotarliśmy do Kłecka, na nocleg w szkole. A ponieważ nasi Gospodarze również uznali, że nie należy pozwolić pielgrzymowi zasnąć głodnym, w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym czekała na nas kolejna przepyszna kolacja. Tak, wiem. Mieliśmy już nie pisać o jedzeniu. Ale naprawdę trudno!
Wieczorem przyszedł czas na wyciszenie. Podczas modlitwy apelowej i adoracji mogliśmy zatrzymać się po całym dniu drogi. Zostawić na chwilę zmęczenie, rozmowy, śmiech, tańce, kazoo i wszystkie troski. Po prostu pobyć z Jezusem i podziękować Mu za kolejny dzień, za ludzi, których stawia na naszej drodze, i za dobro, którego doświadczamy niemal na każdym kroku.
Bo czwarty dzień pokazał nam po raz kolejny, że pielgrzymka to nie tylko kilometry. To również małżeńskie „tak” wypowiedziane po raz kolejny, ogromna gościnność, ludzie otwierający swoje domy i serca, wspólny śmiech, taniec, próby gry na kazoo i chwile głębokiej modlitwy. A nogi? No cóż… jutro też będą potrzebne. Boże, prowadź nas dalej! A ks. Grzegorzowi daj cierpliwość do kazoo.
Podsumowanie dnia - Dobre Media